Latem bardzo łatwo przecenić możliwości psa. Wychodzimy wcześniej, planujemy krótszy trening, bierzemy wodę, a potem i tak okazuje się, że emocje, dojazd, czekanie w cieniu, zmiana miejsca i temperatura robią swoje. Pies niby „tylko był na treningu” albo „tylko jechał z nami na weekend”, ale jego organizm miał tego dnia dużo więcej bodźców niż zwykle. Brzuch często reaguje jako pierwszy. Raz pies nie chce jeść, innym razem je zbyt łapczywie po wysiłku. Czasem pojawia się luźniejsza kupa, gazy, odbijanie albo klasyczne „coś mi nie pasuje”. Przy psach aktywnych, wrażliwych, alergicznych albo po przejściach jelitowych letnia logistyka miski naprawdę ma znaczenie. Dlatego moja zasada wyjazdowo-treningowa jest prosta: zabieram to, co pies zna, i pilnuję wody. Lato to średni moment na kulinarne eksperymenty. Najpierw przewidywalność, potem gadżety W podróży kuszą nas wygodne skróty. Kupię coś po drodze. Wezmę nowe smaczki, bo są małe. Dam trochę tego, co akurat mamy pod ręką. W […]